Wpisz swój adres e-mail i kliknij Subskrypcja/Rezygnuję.
750 lat Pyskowic zobacz :
Kutno i Konin 2010 czytaj :
W RAMIONACH ANIOŁA
"Kolorowy anioł oszalały ptak wszyscy chcą polecieć za nim lecz nie wiedzą jak" /Janusz Radek/
Stoi sobie za miastem. Albo dopiero się buduje. Mały i skromny, albo potężny i wyrazisty – jaki chcesz. Miejsce, w którym czujesz się bezpiecznie, ostoja twoich marzeń i zrealizowanych pragnień. Miejsce na szloch i śmiech. Twój dom.
25 listopada w Miejskim Ośrodku Kultury i Sportu po raz drugi w tym roku zabrzmiał ten porywający głos. To Janusz Radek zapraszał nas do odwiedzenia swoich muzycznych (i nie tylko) marzeń. I aż trudno to uwierzyć, ale chętnych do tych „odwiedzin” było… dwa razy więcej, niż przewidywaliśmy! Dwa albo trzy, bo tych, dla których biletów już nie starczyło, nie liczyliśmy. Wielbiciele Janusza dzwonili z Wrocławia, Częstochowy, Kluczborka, Katowic i wielu innych – większych niż nasze – miast w Polsce. Dzwonili i przyjeżdżali, bo przecież „na Radka – warto!”
Sam artysta z wielką tremą podchodził do tego, prawie w pełni autorskiego recitalu. Wiedział, że przyjechał do publiczności, która na niego czeka, ceni go i szanuje, a to przecież wielkie wyzwanie. A może obawiał się, że po klimatach z „Piwnicy pod Baranami” jego kompozycje nie zasmakują? O tym, jak niepotrzebny był to strach, mógł się przekonać już po pierwszej piosence, kiedy sala zabrzmiała brawami, a każdy następny utwór budował coraz bardziej niesamowitą atmosferę – jakbyśmy rzeczywiście byli w odwiedzinach u kogoś, kogo dobrze znamy, a kto opowiada nam o… No właśnie – o czym śpiewał Janusz Radek?
Śpiewał o Mateuszu i Halinie, śpiewał o sobie i każdym z nas. O marzeniach, które często stają się sidłami dla nas samych. Sidłami, z których przyjdzie nam ratować to, co najważniejsze. Prawdę, miłość, życie… Mateusz szukał ucieczki od codzienności w marzeniach i fantazji - jak ty, albo ja… Magiczna i tajemnicza „Sheila” zaczarowała jego duszę. Ruszył więc w nieokiełznane „Tango”, dzięki któremu zrozumiał, co tak naprawdę jest trwałe. „Tam gdzie cisza” odnalazł spokój i szczęście. Odnalazł swojego „Kolorowego anioła”. Swój sens. I już go nie pokonają „złote marynary” kiczu dla mas. Już nie. Bo on już wie, jak się nazywa i czego chce od życia.
Cudowna to była podróż. Prawdziwa, jak sam gospodarz owego „Domu za miastem”. Zaskakująca, jak on, szokująca, jak jego głos i… porywająca, jak jego osobowość. Żal było się rozstawać. Zaskoczony artysta otrzymał w prezencie … anioła – kolorowego, oczywiście! Anioła opiekuna – i tego domu, i jego mieszkańców, i wszystkich muzycznych marzeń, jakie Janusz Radek jeszcze będzie realizować. A następnego dnia, menadżerka Janusza napisała: „Tak, nie mogę po prostu nazwać tego wydarzenia koncertem. Jak zwykle, gdzie indziej. To było prawdziwe i serdeczne spotkanie (…) ze wspaniałą Publicznością. Dla nas to bardzo ważne. Bo czujemy, że szczerze czekacie i przygotowujecie wszystko z wyjątkowym oddaniem.”. Pani Aniu kochana! Jak tu nie czekać na taką ucztę dla ucha, serca i duszy? Jak tu nie wspominać artystycznego nieba, które tylko na chwilę do nas zawitało? Jak nie podziwiać artystów, których sztuka nie zmanierowała, ale wręcz zbliżyła do ludzi? Jak tu nie marzyć o aniele, w którego ramionach wszystko było takie inne? Niechże ten anioł jeszcze powróci! Niechże pamięta, że czekamy!
"Chwilo trwaj, bo piękna jesteś… Chwilo trwaj!"
Są artyści, którzy raz usłyszani, pozostają w nas na zawsze. Są i piosenki, które stają się częścią nas, jak oddech, czy ulubiona filiżanka. A co zrobić, kiedy obie te okoliczności zbiegną się w jedno? Wtedy trzeba sięgnąć się po to, co wydaje się nieosiągalne. Trzeba sprawić, by niemożliwe stało się realne.
I stało się. 12 marca a Miejskim Ośrodku Kultury odbył się koncert Janusza Radka. Zainteresowanie występem tego artysty przerosło wszelkie nasze oczekiwania. Bilety sprzedawały się jak świeże bułeczki, jakby gdzieś z podziemi powychodzili na światło dzienne ci wszyscy, którym nie wystarcza skrzecząca pospolitość. Cudownie było współodczuwać w tak doborowym towarzystwie! Mogliśmy przy tym stwierdzić z zaskoczeniem (i z dumą!), że do naszego MOKu przyjechali goście z Gliwic, Katowic, Siewierza, ba – nawet z Częstochowy! Wystarczyło spojrzeć na pełne oczekiwania twarze, na stylizowaną, klubowo – kawiarnianą scenografię, wystarczyły pierwsze takty muzyki i już wiedzieliśmy, że uczestniczymy w wydarzeniu kulturalnym roku.
Kiedy wyszedł na scenę, powitały go owacje. Janusz Radek. Uśmiechnięty, skromny, niepozorny, zdawać by się mogło, zwykły człowiek, taki jak wielu innych. Podniósł mikrofon do ust i … rozpoczęła się magia. Bo Janusz nie śpiewa. On czaruje. On swoim głosem wygrywa melodie wszystkich instrumentów świata, szczególnie zaś mocno porusza struny serca. Nie można mu nie wierzyć, bo stworzony przez niego bohater jest tak realny, jak on sam. Chętnie wyrusza się w tę podróż do miejsc ukochanych, choć czasami na zawsze straconych, w świat pierwszej miłości, pierwszego zachwytu i pierwszego bólu. Janusz Radek ma niepowtarzalny głos, ma charyzmę, ma jakąś iskrę, która rozpalona na koncercie, nie gaśnie nawet wtedy, kiedy gasną światła i milkną instrumenty. Jego głos trwa gdzieś w duszy, żyje własnym życiem, rodzi tęsknotę za czymś, co na wyciągnięcie ręki, a nieosiągalne. Dzięki niemu wielu młodych chce od życia więcej, niż ich rówieśnicy. Ci „dojrzalsi” słuchając go uświadamiają sobie, że wciąż są młodzi. Czy to nie czary?
Zapowiadając jego występ, powtórzyłam za Faustem: „Chwilo trwaj, bo piękna jesteś. Chwilo – trwaj!” . I chwila trwa. Żyje we mnie i daje siły do spojrzenia w oczy „skrzeczącej pospolitości”. I za tę chwilę, która trwa – dziękuję, panie Januszu!
Agnieszka Nalepka
Dodane przez rzezba
dnia lipiec 22 2008 14:15:45
3415 Czytań ·